środa, 27 października 2010

Zrezygnowałam z mojego tematu pracy licencjackiej. Nie jest mi łatwo.

sobota, 23 października 2010



 Kocham ją. Zdjęcie już trochę nieaktualne, chociaż maleństwo pozostało maleństwem.
Odwieczna słabośc do jej uroku.
Tęsknię.

piątek, 22 października 2010

Londyn

T. trafił na tą scenę całkiem przypadkiem, wielkim zbiegiem okoliczności, ale bardzo miło nam się zrobiło dlatego postanawiam tu upamiętnic tą chwilę, zatrzymaną na jednej z klatek tego filmu.

czwartek, 21 października 2010

Warszawa

Znów znalazłam się w tym mieście. Piszę to kilka dni później, stąd opis będzie miał inny charakter niż gdybym pisała go zaraz po. Spotkanie to było wyjątkowe. Z czterech stron świata. Z różnych, całkiem odmiennych, odległych części Polski. W samym środku i stolicy. Łączyło nas jednak podkarpackie "pole" i nasza Stalowa Wola. Dwa dni przechadzania się i rozglądania dookoła. Był dworzec centarlny, który mnie nie pokonał, a którego jedocześnie boję się strasznie. I było krakowskie przedmieście. Nazwa mi bliska. Odlanazłam po niewielkich kłopotach kamienicę pod, którą zdjęcie od dawna było moim marzeniem. I mam. Znalazłam również przypadkiem inną kamienicę, a w  niej dawną aptekę, w której  to bohaterską akcję w '44 roku przeprowadził przemiły strauszek, którego zaszczyt miałam poznac osobiście. Otarłam się o akcję różowej wstążki, bliskiej mi z powodu mojego przyszłego zawodu. Wypiłam kawę pół studencką latte i całkiem niestudencką latte. Zwiedziłam wszystkie piętra akademika UW. Spałam na akademickim łóżku piętrowym. Wypiłam różowe wino, podczas tego wyjazdu pod kolorem różowym odbywającego się w wielu jego elementach. Przesiedziałam całą noc na schodach w akademickim towarzystwie tocząc filozoficzne rozmowy. Zobaczyłam misie. I znów pokierowałam moje kroki na przerażający dworzec centralny by wsiąśc do pociągu i wrócic do dawnej stolicy Polski...
A house without books is a house without windows.
- Horace Mann

poniedziałek, 18 października 2010

"Położna to najpiękniejszy zawód świata, to kobieta w bieli otwierająca oczy na świat i usta do krzyku."
Stanisława Leszczyńska 



Dziękuję E. 

wtorek, 12 października 2010

Kraków

Zatopiony we mgle. Strach o to co kryje w sobie 'niewidocznośc'. Cisza na ulicach niczym chwila namysłu. Wieczór zakańcza dzień, choc nie rozpoczyna następnego. Chłód przeszywa ciało, wdzierając się bezwstydnie pod ubranie. I we wszytko to spowita samotnośc pojedyńczej postaci idącej nocą ulicami miasta.

Tęsknie.

poniedziałek, 11 października 2010

Pomiędzy dziś a jutrem.

W piątek miałam jechac do Warszawy. Wyjazd przeniósł się na sobotę około piątej rano z dworca centralnego w Krakowie. Dzień wcześniejszy natomiast spędzę na konferencji o chorobach nowotworowych. Ostatecznie dobrze się złożyło. Do tego momentu jednak jeszcze kilka dni i kilka również postanowień. Przede wszytkim na jutro mam miec plan pracy licencjackiej, a ja jeszcze nie do końca jestem przekonana co do mojego tematu. Trzeba będzie to pokonac. W środę 6 godzinna przerwa i mam nadzieję nasze burzliwe dyskusje, z których zrodzi się coś dobrego, na co moja nadzieja jest jeszcze większa. Następnie kolejne dwa dni nauki wyjątkowego języka, które doprowadzą mnie do piątku, godziny 10:00 na ul.Św. Anny.

niedziela, 10 października 2010

Dom

Mój dom. Jedyny prawdziwy.
Jechałam tam 6 godzin cierpiąc ogromne męki. Niewiarygodnie wykańczające potrafią byc korki. Zanim wyjechałam z Krakowa zdążyłam odespac cały poprzedni tydzień. I tak pokonując tę odległośc z Krakowa do Stalowej W. w środku ciemnej nocy znalazłam się w domu. H. już spała. Nawet to musiano mi odebrac. Nie istotne. Ważne, że znów byłam w domu. Nad ranem, usłyszałam delikatne tupanie i już nagle świt miał się okazac idealną porą na rozpoczęcie dnia. I okazał się. Zatłoczona kuchnia. I ktoś nareszcie zrobił mi śniadanie. Po tym trochę porządków w rzeczach przesiąkniętych wspomnieniami. Zrobienie sobie laurek bez powodu, co przecież jest najpeikniejsze. Powód znalazł się po drodze. H. straciła pierwszego mlecznego zęba z czego bardzo jestem dumna, bo wiele ją to kosztowało. Hojnośc wróżki spotkała się z oburzeniem. Nie wiadomo dlaczego. Ja byłam zbyt zaspana, żeby się nad tym zastanawiac.
Najważniejsze były kasety video. Kim ja byłam kiedyś. Śmiech ze łzami zlał się w jedno. Wieczorem  przyjechała D. Dostałam ciepłe, przepiękne góralskie skarpetki i pozazdrościłam tych gór. Następnego dnia spotkanie w powiekszonym gronie.

Zawsze gdy zamykam drzwi za sobą, dziękuję za to co mam.

Chciałam tylko coś powiedziec.

Wykrzyczec! , że wszytko to na nic. I tyle wysiłku. Na jedyną krótką chwilę.

środa, 6 października 2010

Czyjeś słowa.

Ktoś mi powiedział, że "trzeba stworzyc sobie swój pierwszy plan, i na tym pierwszym planie postawic siebie".

To tak w pewnych sprawach. 

Ułamek myśli z dawnych czasów

"Soranos z Efezu w swoim dziele Praktyczny traktat o położnictwie pisze o położnych jako tych, które mają 'pewien zasób wiedzy ogólnej i rozległą wiedzę zawodową'. Według niego kobiety te powinny znac rękoczyny położnicze, dietetykę, terapię i byc współczujące, ponadto nie powinny już więcej rodzic."
Położna. Nauka i praktyka. Nr 4 (8) 2009

wtorek, 5 października 2010

Do domu.

Tego mi potrzeba. Do mojego domu chcę. Nie tu. W tym obcym świecie.

poniedziałek, 4 października 2010

Plan zajęc

Tworzyłam go ponad godzinę kreśląc średniowieczne zdobienia w delikatym ujęciu. Starałam się a teraz chce aby wyglądał zupełnie inaczej.

Rok trzeci.

Nie wiem kiedy to się stało ale oto dziś nadszedł pierwszy dzień trzeciego roku moich studiów. Ciężko mi pogodzić się z mijającym czasem, ale chyba z powodu bezsilności muszę przyjąć to za konieczne. Boję sie myśleć o tym co ten rok będzie ode mnie wymagał. Chciałabym mieć już to wszytko za sobą. Jak narazie mój pierwszy wykład zaczyna się dopiero za godzinę, wiec chyba nie czas myśleć o końcu. Poza tym wszytkim co niesie ze sobą nazywanie się studentką trzeciego roku jest jeszcze kilka innych ważnych spraw, które nie pozwalają spokojnie zasnąć. Zamykają najbardziej sprzyjającą mi drogę podniebną. Ot tak. Bez słowa wytłumaczenia, z zimnym wyrazem twarzy, nie rozumiejąc co to dla nas oznacza.

Wczoraj wróciłam od T. Niedługo zobaczę się z maleńką H., żeby pooglądać kasety video z mojego dziecinstwa. Później czas na spotkanie w naszej dawnej Warszawie. Następnie intensywnie zacznę jazdy samochodem z literką "L" na dachu. Znów pobędę w moim prawdziwym domu. I pokonując wszystko samolot znów wzbije sie pod niebo...
Tęsknie za Tobą.

niedziela, 3 października 2010

4.10.2010

"granatowy mundurek, kręcone włosy, pierscionki na łańcuszku"
Od jutra powrót do mojego położnictwa.

piątek, 1 października 2010

Wypić coś co zawiera pewien procent wyzwolenia od myśli zaprzątających duszę mą.
Wypić za miłość, miłością przeniknięta.

Bezsenność

moja wierna towarzyszka.
Nad życie.
Myśli moje niezmierzone.