czwartek, 21 października 2010

Warszawa

Znów znalazłam się w tym mieście. Piszę to kilka dni później, stąd opis będzie miał inny charakter niż gdybym pisała go zaraz po. Spotkanie to było wyjątkowe. Z czterech stron świata. Z różnych, całkiem odmiennych, odległych części Polski. W samym środku i stolicy. Łączyło nas jednak podkarpackie "pole" i nasza Stalowa Wola. Dwa dni przechadzania się i rozglądania dookoła. Był dworzec centarlny, który mnie nie pokonał, a którego jedocześnie boję się strasznie. I było krakowskie przedmieście. Nazwa mi bliska. Odlanazłam po niewielkich kłopotach kamienicę pod, którą zdjęcie od dawna było moim marzeniem. I mam. Znalazłam również przypadkiem inną kamienicę, a w  niej dawną aptekę, w której  to bohaterską akcję w '44 roku przeprowadził przemiły strauszek, którego zaszczyt miałam poznac osobiście. Otarłam się o akcję różowej wstążki, bliskiej mi z powodu mojego przyszłego zawodu. Wypiłam kawę pół studencką latte i całkiem niestudencką latte. Zwiedziłam wszystkie piętra akademika UW. Spałam na akademickim łóżku piętrowym. Wypiłam różowe wino, podczas tego wyjazdu pod kolorem różowym odbywającego się w wielu jego elementach. Przesiedziałam całą noc na schodach w akademickim towarzystwie tocząc filozoficzne rozmowy. Zobaczyłam misie. I znów pokierowałam moje kroki na przerażający dworzec centralny by wsiąśc do pociągu i wrócic do dawnej stolicy Polski...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz