wtorek, 27 lipca 2010

Pierwszy dzień razem.



Wczoraj przytuliłam się do T. pierwszy raz od ponad miesiąca. Po tak długim czasie znów wzbiłam się pod niebo aby wylądować na odległej wyspie i być z Ukochanym. I jestem. Na całe długie pięć tygodni. Przez tak długi czas w tle będę słyszała czysty język angielski.
Podróż minęła bez większych komplikacji. Jedynie Pani, która kazała wyrzucić mi cztery książki zaburzyła piękno tego dnia. Książki ostatecznie przemycił mi pewien nieznajomy chłopak. Nie pamiętam startu samolotu, jak również większości całej podróży. Pozostały czas spędziłam na czytaniu nowej książki.
Wylądowałam szczęśliwie.
Wtuliłam się w T.
Spędziliśmy razem całe popołudnie, mając tylko siebie dla siebie. Wieczorem z 5 znajomych wyszliśmy do White house'a mojego ulubionego miejsca w tym niedoskonałym angielskim mieście.
Dzisiejszy dzień cały spędzamy razem. Cudownie.
Rozkoszuje się tymi chwilami.
Zdjęcie jest z naszego wieczoru spędzonego razem ze S. w pewien pierwszomajowy dzień 2010 roku. Nie aktualne, ale z lutońskiego domku.

niedziela, 25 lipca 2010

"Home, sweet home"



Nie mogłam się doczekać przyjazdu do domu. Kiedy mieszka się tak daleko i bywa tak rzadko docenia się dom bardziej niż mogłaby się wydawać. Spędziłam cztery dni z tymi, których kocham. Nie udało nam się pojechać do wymarzonego kina pod gołym niebem, ani nad wodę, o której marzyłam patrząc na upał przez szpitalne okno, ale to stało się nie ważne. Teraz nie napisze więcej. Pakuję się, za chwilkę mam autobus do Krakowa, a tam jutro samolot do Ukochanego. Poza tym H. usilnie odciąga mnie od pisania. Zdjęcia z profesjonalnej sesji. W rolach głównych: D.- fotograf, H. - Marti (urocza zebra), J. - dres, oraz ja.

środa, 21 lipca 2010

Od jutra zaczyna się wolnośc!


Ja chyba też w związku z tym podążając za E. nie będę dziś spała. Ze szczęścia. I z niecierpliwości. Jutro ucieknę stąd jak najdalej. Ucieknę do domu, który z każdym kolejnym dniem moich studiów nabiera dla mnie coraz mniej materialnego znaczenia i staje się domem, który wcale nie potrzebuje murów aby istniec. Ucieknę daleko, ale nie licząc w kilometrach czy godzinach spędzonych w autobusie, ale oddalenie to będzie ucieczką myśli, długo oczekiwaną wolnością duszy. Brakuje mi tego. Potrzebuję tego koniecznie.
Wyjdę jutro ze szpitala ... i nie uwierze jakie szczęście mnie spotkało.
Jedynie czego będzie mi bardzo mocno brakowało to Was. I tak jak obiecałam będę tu wylewała tą tęsknotę, palcami stukając w klawiaturę.

A dzisiejszy dzień...
Rano dyżur, o którym nadal nie chcę pisac. Po szpitalu dwie biblioteki pożegnały się ze mną na czas wakacji. Następnie wróciłam do domu, stęskniona za Ukochanym. Kilka godzin później kiedy mój ipod zdążył się naładowac, co ogromnei mnie zdziwiło, założyłam słuchawki na uszy i wyszłam z domu. Uwielbiam słuchac muzyki chodząc po Krakowie, jeżdżąc tramwajem, obserwując ludzi. Ja, muzyka i film, w którym główną rolę odgrywa swiat, który mnie otacza. Wyłączam się wtedy. Oddziela mnie przyjemna bariera. Czasem mam ochotę zatańczyc na ulicy nie zwracając uwagi na przechodniów. Nigdy jeszcze tego nie zrobiłam. Towarzystwo muzyki zabija tą pewną samotnośc towarzyszącą tu na codzień.

Pojechałam po książkę. I tak w mojej kolekcji książek własnych znalazła się kolejna pozycja. Przespacerowałam się po krakowskim rynku. Moją życzliwością podobno skrzywdziłam pewną Panią, ale ja w to nie wierzę. Pojechałam na zakupy. Kupiłam buty. Przypadkiem, a wymarzone. Oczywiście pod kontrolą doradztwa MMSowego i z zatwierdzeniem z zagranicy, że robię dobrze. Jeszcze tylko pudełka, prezent dla H., znów milion jogurtów do picia i ... do mojego pokoju w Krakowie.

wtorek, 20 lipca 2010

'Ale nie wybieraj się tam...'

To o czym dziś chcę napisać, to zaledwie parę zdań wymienionych z pewną osobą. To tylko krótka rozmowa, która jednak miała dla mnie znaczenie. Od kiedy zobaczyłam wytatuowaną kropkę obok oka przyszło mi do głowy aby zadać to pytanie, ale bałam się, że zabraknie mi śmiałości. A jednak uśmiech podczas rozmowy pozwolił mi na zadanie go.

Usłyszałam 'Długo by opowiadac'
Odpowiedziałam 'Mam czas' 


Od dawna chodziło mi to po głowie i nie mogłam teraz zrezygnować.
Ktoś stojący obok mnie, wystawiający twarz do słońca i mrużący tak jak ja oczy opowiedział mi o symetrii w rzeczywistości. O podziale ludzi, o zasadach podziału. I o kropce, od której się zaczeło.

Rozmowę zakończył mówiąc 'Ale nie wybieraj się tam...'
Słyszałam troskę w głosie wypowiadającym to zdanie.

poniedziałek, 19 lipca 2010

Wakacje...


...jeszcze tylko trzy dni. Odliczanie godzin...

Nigdy wiecej 'Sto lat!'

To co dziś zobaczyłyśmy i przeżyłyśmy było dla nas jak jakiś głupi żart. Było to okropne i straszne. Jako położne nie miałyśmy do czynienia z takimi sytuacjami i zapewne nigdy nie będziemy miały, a przynajmniej pracując w naszym zawodzie. W takich chwilach doceniam swój zawód, widzę jego piękno jeszcze wyraźniej. Dostrzegam każdy szczegół cudu narodzin i radości związanej z nowym życiem. I tak właśnie chcę, aby wyglądała moja praca. Tak już wybrałam kilka lat temu i tego się trzymam z pełnym przekonaniem i umiłowaniem. Czuję całą moja osobą, że do tego jestem stworzona. 

A dzisiejszy dyżur... chyba nie mam ochoty nic tu o nim pisać, oby tylko szybko upłynęły nam te cztery dni. Już trzy. 

"To nie jest kwestia powołania. Powołanie można mieć do wojska. To trzeba po prostu lubić."

A ja pytam- jak można to lubić?

Zdjęcie zrobiłyśmy tydzień temu w naszym instytucie. Jego urok kryję się w naszych ustach. Cała nasza 4. Niestety zabrakło nam odwagi wystąpienia w tak odważnym kolorze na oddziale. A szkoda. 

Barwy naszych mundurków oznaczają pewną hierarchię- wszytkie stoimy murem za sobą.

niedziela, 18 lipca 2010

Postanowienie


Zająć się tym co tak bardzo mi się podoba i co idealnie nadaje się na nazwanie "moim hobby". Przejrzec milion stron i wybrac to co najładniejsze i najbardziej niesamowite. Półperełki. Poszukac pewnych elementów w Londynie. Zrobic zakupy. Przystąpic do pracy już po powrocie od T. 

Tylko jedno pytanie: czy będę potrafiła? 

Bez względu na odpowiedź- zrobię to!

Muzyka lat 80'


Piątkowy wieczór spędziłyśmy w klimacie muzyki lat 80'. Była to w pewnym sensie rekompensata za nasz wciąż niedoszły wyjazd do drewnianego domku pod Krakowem. Zaraz po wyjściu ze szpitala ( po dwunastce, która trwała tym razem około 7 godzin) pojechałyśmy do mnie. Następnie do Sz. i tam spędziłyśmy czas na przygotowaniach zarówno fizycznych jak i psychicznych. Krakowski rynek i co krok zaproszenia, za kóre w cenie zero zł można było się pewnie porządnie upić. Skorzystałyśmy z dwóch. Ekskluzywny klub w klimacie domu towarzyskiego i pierwszy od kilku miesięcy drink w moich ustach. Później klub w całkiem innej stylizacji z muzyką z tytułu w tle. Było świetnie. Po drodze jeszcze inny klub, a w międzyczasie zmiana parkietu na bardziej współczesną muzykę. Przetańczyłyśmy pół nocy. W końcu w pierwszym z tych miejsc stałam się kopciuszkiem, gubiąc bucik. Ten wieczór i noc spędziłyśmy we trzy, stając się swoimi dziewczynami co miało nam zapewnic ochronę przed złem tego świata. Równie istotne były dla nas "Rozmowy w toku" obejrzane zaraz przed wyjściem z domu. Na koniec jedno życzenie: aby kiedyś udało nam się zebrac wszytkim z naszymi lubymi u boku. 

czwartek, 15 lipca 2010

7 dni...

... do wakacji.

Byc może nie tak długich o jakich marzę, ale spełniając marzenia skazałam się na 4 tygodniowe wakacje, a ciężką pracą zapracowąłyśmy na 5,5 tygodnia. 
Hm... gdyby tak docenic naszą pracę podejrzewam, że wakację trwały by latami. Ah...

A w tej chwili... Mama z D. pojechały do domu. Zostałam sama w Krakowie razem z moją świętą 4. i naszym kochanym szpitalem. Jest strasznie gorąco, słońca nie przysłania ani na chwilę żadna chmura, a ja wciąż  nie jestem opalona. Do szpitala jedździłam ostatnio rowerem i czuję się z tym faktem cudownie. Zmęczenie naprawde potrafi poprawic humor i dac wielką satysfakcję. Wciąż czytam "Zieloną milę" i o dziwo jestem już na 111 stronie a książka nadal jest dla mnie równie fascynująca jak na pierwszej, a autor nie nudzi mnie ani trochę. W przeciwieństwie do "wielu" innych  książek jakie do tej pory czytałam gdzie 111 strony albo wcale już nie było, albo autor wydawał mi się tak bardzo przewidywalny, że zaczynał mnie denerwowac. Poza tym "nie wiele" książek w życiu przeczytałam i stad postanowienie zmiany. W końcu aby móc oceniac trzeba miec porównanie, aby móc komentowac trzeba miec do tego jakieś podstawy. Narazie nie mam nic do powiedzenia. A książki czytac uwielbiam. 
Jutro ostatni dzień maratonu dwunastek, kótre okazały się "nie dwunastkami", ale mimo to zmęczyły nas. Ja wprawdzie nie przepracowałam ich całych, ale to co mnie odciągnęło od pracy jeszcze bardziej zajęło moją duszę i ciało. Następnie dwa wolne dni i cztery dni już w innym miejscu. Oby dotrwac do końca. 

Ps. Piosenka ta przypomina mi czas zaraz po przeprowadzeniu się do Krakowa.
http://www.youtube.com/watch?v=9bBkEQYdMM8

wtorek, 13 lipca 2010

Pamiętaj.


Świat jest zbyt duży, życie zbyt skomplikowane, a my zbyt mali, aby sobie z tym wszystkim poradzic

Miłośc jest jednak ponad wszytko. 
Pamiętaj, że oddałabym za Ciebie życie. 

niedziela, 11 lipca 2010

Postanowienie

Przeczytac więcej książek niż... do tej pory.
Pierwsza "Zielona mila" Stephen King.

sobota, 10 lipca 2010

Błogi spokój


Z daleka od wszystkiego co dotąd niepokoiło. Z daleka od zgiełku miasta i zabiegania. Odpoczynek. Zasłużony odpoczynek. Chwila aby nabrać siły na następne dni.
Cisza i tylko śpiew ptaków. Wieczór, zachodzące słońce i blask ogniska. Drewniany dom położony wśród lasu. Ja w wytęsknionym towarzystwie.
T. - tęsknię za Tobą, marzyłam o tym ,żebyś był tam ze mną. Będziesz prawda?
Spędziłam cenne chwile z rodziną, korzystając z każdej chwili tego odpoczynku. Wieczorem ognisko a po nim oglądanie zdjęć. Rano już w większym towarzystwie, ciężka praca w pełnym słońcu w imię piękna tego miejsca.

Moim siostrom... kocham Was ogromnie.

wtorek, 6 lipca 2010

Pierwszy.


Właśnie powstał mój blog.