Byc może nie tak długich o jakich marzę, ale spełniając marzenia skazałam się na 4 tygodniowe wakacje, a ciężką pracą zapracowąłyśmy na 5,5 tygodnia.
Hm... gdyby tak docenic naszą pracę podejrzewam, że wakację trwały by latami. Ah...
A w tej chwili... Mama z D. pojechały do domu. Zostałam sama w Krakowie razem z moją świętą 4. i naszym kochanym szpitalem. Jest strasznie gorąco, słońca nie przysłania ani na chwilę żadna chmura, a ja wciąż nie jestem opalona. Do szpitala jedździłam ostatnio rowerem i czuję się z tym faktem cudownie. Zmęczenie naprawde potrafi poprawic humor i dac wielką satysfakcję. Wciąż czytam "Zieloną milę" i o dziwo jestem już na 111 stronie a książka nadal jest dla mnie równie fascynująca jak na pierwszej, a autor nie nudzi mnie ani trochę. W przeciwieństwie do "wielu" innych książek jakie do tej pory czytałam gdzie 111 strony albo wcale już nie było, albo autor wydawał mi się tak bardzo przewidywalny, że zaczynał mnie denerwowac. Poza tym "nie wiele" książek w życiu przeczytałam i stad postanowienie zmiany. W końcu aby móc oceniac trzeba miec porównanie, aby móc komentowac trzeba miec do tego jakieś podstawy. Narazie nie mam nic do powiedzenia. A książki czytac uwielbiam.
Jutro ostatni dzień maratonu dwunastek, kótre okazały się "nie dwunastkami", ale mimo to zmęczyły nas. Ja wprawdzie nie przepracowałam ich całych, ale to co mnie odciągnęło od pracy jeszcze bardziej zajęło moją duszę i ciało. Następnie dwa wolne dni i cztery dni już w innym miejscu. Oby dotrwac do końca.
Ps. Piosenka ta przypomina mi czas zaraz po przeprowadzeniu się do Krakowa.
http://www.youtube.com/watch?v=9bBkEQYdMM8
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz