
Nie mogłam się doczekać przyjazdu do domu. Kiedy mieszka się tak daleko i bywa tak rzadko docenia się dom bardziej niż mogłaby się wydawać. Spędziłam cztery dni z tymi, których kocham. Nie udało nam się pojechać do wymarzonego kina pod gołym niebem, ani nad wodę, o której marzyłam patrząc na upał przez szpitalne okno, ale to stało się nie ważne. Teraz nie napisze więcej. Pakuję się, za chwilkę mam autobus do Krakowa, a tam jutro samolot do Ukochanego. Poza tym H. usilnie odciąga mnie od pisania. Zdjęcia z profesjonalnej sesji. W rolach głównych: D.- fotograf, H. - Marti (urocza zebra), J. - dres, oraz ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz