wtorek, 27 lipca 2010
Pierwszy dzień razem.
Wczoraj przytuliłam się do T. pierwszy raz od ponad miesiąca. Po tak długim czasie znów wzbiłam się pod niebo aby wylądować na odległej wyspie i być z Ukochanym. I jestem. Na całe długie pięć tygodni. Przez tak długi czas w tle będę słyszała czysty język angielski.
Podróż minęła bez większych komplikacji. Jedynie Pani, która kazała wyrzucić mi cztery książki zaburzyła piękno tego dnia. Książki ostatecznie przemycił mi pewien nieznajomy chłopak. Nie pamiętam startu samolotu, jak również większości całej podróży. Pozostały czas spędziłam na czytaniu nowej książki.
Wylądowałam szczęśliwie.
Wtuliłam się w T.
Spędziliśmy razem całe popołudnie, mając tylko siebie dla siebie. Wieczorem z 5 znajomych wyszliśmy do White house'a mojego ulubionego miejsca w tym niedoskonałym angielskim mieście.
Dzisiejszy dzień cały spędzamy razem. Cudownie.
Rozkoszuje się tymi chwilami.
Zdjęcie jest z naszego wieczoru spędzonego razem ze S. w pewien pierwszomajowy dzień 2010 roku. Nie aktualne, ale z lutońskiego domku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz