Była to wyjątkowa wycieczka. Wyjechalismy z Luton o 20:00 i już 25 minut później wysiedliśmy na St. Pancras- stacji, z istniejącym naprawdę peronem 9 3/4. Pierwsze kroki udaliśmy do Mc. Donalda ponieważ każda inna kawiarnia była już zamknięta. Duża gorąca latte miała dać nam siłę na całą długą noc bez snu. Następnie cudem udało nam się dojechać na nieważym bilecie do centrum na London Bridge. Tam zaczęla się nasza wycieczka. Ponieważ już wcześniej za punkt wyjścia wybraliśmy Tower of London udaliśmy się tam aby nasz spacer w rzeczywistości również prowadził z jednego brzegu mapy na drugi. Mapy zapomnieliśmy. I tak też się stalo. Spacerowalismy wzdłuż brzegu Tamizy przez całą noc, podziwiając miasto, które zasypia około 2. w nocy aby znów obudzić się o 4. dla mleczarzy i ludzi zaczynających kolejny dzień. Po drodze zjedliśmy romantyczą kolację we dwoje na drewnianej ławce nad brzegiem przy świetle nadbrzeżnej latarni i sznura żarówek ciągnacych się prezez wiekszość naszej trasy. Wypiliśmy kawe z naszego nowozakupionego na tą okazję termosu. Kolejny przystanek już po drugiej stronie rzeki w miejsu gdzie byliśmy jedyni, a policja patorolawala ten spacerownik co około 50 metrów, albo nas chroniąc albo chroniąc przed nami. Było to naprzeciwko Westmister. Idąc dalej znaleźlismy sobie wymarzone miejsce na posiadanie mieszkania. Piękne i zadziwiające swoją architerkturą, dostojnością wielkością i urodą tego miejsca. Tam właśnie mieszkanie z baklonem niczym Titanic wpływającym nad Tamizę będzie nasze. Zbliżała się 4 rano. Zaraz za przerażającą elektrownią o ogromnych rozmiarach znajdował się park, który tak jak już pisałam kończył naszą mapę Londynu. Zawrócilismy wiec mostem Chelsea, znów kierując się w stornę London Bridge. Zaczynalo światać. Zastanwiałam się ilu ludzi mieszkających w tym mieście wie jakie kolory odbijają się w Tamizie o świcie. Londyn o świcie wygląda wyjątkowo. Delikatna poświata jasności zalewa miasto powoli pozwalając na spokojną pobudkę. Mleczarze od wczesnych godzin rannych jeżdżą swoimi śmiesznymi pojazdami i wygląda to trochę bajkowo. Panuje pewnego rodzaju cisza, do momentu gdy ludzie śpiesznie udający się do pracy nie znaczną opuszczać swoich domów. My byliśmy poza tym wszytkim. Przyglądaliśmy się temu z boku. Londyn cały jest o świcie w kolorach jasnych szarości. Jedynie czerwone autobusy wybijąja się na tym spokojnym tle powoli przemierzając mosty. Cała trasę nagraliśmy w formie, krótkich filmików, w których ja przeważnie jestem nieudanym operatorem kamery a T. niezadowolonym ze swojej roli głównym bohaterem. Londyn w tle prezentowal się znakomicie jako jedyny wywiązując się ze swojej roli. Nad ranem około piatej kiedy kierowcy autobusów jednak zorientowali się, że nasze bilety nie działają zgodznie z założeniem chodzenia na nogach udaliśmy się w stronę Oxford Street. Po drodze idąc przez Trafalgar Square na którym sfotografowaliśmy statek w butece, która miała około 2 m wysokości i pewnie z 4m długości. Przeszliśmy budząca się do życia Oxford Street podziwiając wystawy sklepów, z rzeczami na które nigdy nie będzie nas stać. Oboje czuliśmy się mali wobec ogromu drogich przedmiotów za szkłem wystaw. Ponieważ do otwarcia mojego sklepu, na który T. ma uczulenie było jeszcze około 1,5 h udaliśmy się do Mc. Donalda znów na kawe i śniadanie. Nastepnie zakupy w moim sklepie i zaraz po tym podziwiając wszytkie napotkane po drodze niesamowite samochody, których znaczenie musiał mi T. wyjaśniać udalismy się do dostojnego Harrodsa- spełniającego rolę muzeum zaplanowanego do zwiedzania na ten wyjazd. Przeszliśmy większość pięter podziwając piękno tego sklepu i zastanawiając się nad sensem wydawania niesamowitej ilości pieniędzy za np. widelec. W każdym razie miejsce to wzbudza we mnie zachyt za każdym razem. Po tym punkcie naszej wycieczki około godziny 13:00 byliśmy już wykończeni, z powodu braku snu i ilości kilometrów jakie ciążyły naszym nogom. Pojechaliśmy wiec znów na St. Pancras aby udać się do Luton. Zostawilismy w domu wszytkie zakupy oraz plecaki i udalismy się na mój trzeci królewski posiłek, który idealnie zwieńczył tą pełna atrakcji dobę. Po 24 godzinach bez snu zasnęłam na nastepne 18 godzin.
niedziela, 8 sierpnia 2010
'Be the change you want to see in the world'
http://www.youtube.com/watch?v=28wXlIr30K4 piosenka jako tło







Była to wyjątkowa wycieczka. Wyjechalismy z Luton o 20:00 i już 25 minut później wysiedliśmy na St. Pancras- stacji, z istniejącym naprawdę peronem 9 3/4. Pierwsze kroki udaliśmy do Mc. Donalda ponieważ każda inna kawiarnia była już zamknięta. Duża gorąca latte miała dać nam siłę na całą długą noc bez snu. Następnie cudem udało nam się dojechać na nieważym bilecie do centrum na London Bridge. Tam zaczęla się nasza wycieczka. Ponieważ już wcześniej za punkt wyjścia wybraliśmy Tower of London udaliśmy się tam aby nasz spacer w rzeczywistości również prowadził z jednego brzegu mapy na drugi. Mapy zapomnieliśmy. I tak też się stalo. Spacerowalismy wzdłuż brzegu Tamizy przez całą noc, podziwiając miasto, które zasypia około 2. w nocy aby znów obudzić się o 4. dla mleczarzy i ludzi zaczynających kolejny dzień. Po drodze zjedliśmy romantyczą kolację we dwoje na drewnianej ławce nad brzegiem przy świetle nadbrzeżnej latarni i sznura żarówek ciągnacych się prezez wiekszość naszej trasy. Wypiliśmy kawe z naszego nowozakupionego na tą okazję termosu. Kolejny przystanek już po drugiej stronie rzeki w miejsu gdzie byliśmy jedyni, a policja patorolawala ten spacerownik co około 50 metrów, albo nas chroniąc albo chroniąc przed nami. Było to naprzeciwko Westmister. Idąc dalej znaleźlismy sobie wymarzone miejsce na posiadanie mieszkania. Piękne i zadziwiające swoją architerkturą, dostojnością wielkością i urodą tego miejsca. Tam właśnie mieszkanie z baklonem niczym Titanic wpływającym nad Tamizę będzie nasze. Zbliżała się 4 rano. Zaraz za przerażającą elektrownią o ogromnych rozmiarach znajdował się park, który tak jak już pisałam kończył naszą mapę Londynu. Zawrócilismy wiec mostem Chelsea, znów kierując się w stornę London Bridge. Zaczynalo światać. Zastanwiałam się ilu ludzi mieszkających w tym mieście wie jakie kolory odbijają się w Tamizie o świcie. Londyn o świcie wygląda wyjątkowo. Delikatna poświata jasności zalewa miasto powoli pozwalając na spokojną pobudkę. Mleczarze od wczesnych godzin rannych jeżdżą swoimi śmiesznymi pojazdami i wygląda to trochę bajkowo. Panuje pewnego rodzaju cisza, do momentu gdy ludzie śpiesznie udający się do pracy nie znaczną opuszczać swoich domów. My byliśmy poza tym wszytkim. Przyglądaliśmy się temu z boku. Londyn cały jest o świcie w kolorach jasnych szarości. Jedynie czerwone autobusy wybijąja się na tym spokojnym tle powoli przemierzając mosty. Cała trasę nagraliśmy w formie, krótkich filmików, w których ja przeważnie jestem nieudanym operatorem kamery a T. niezadowolonym ze swojej roli głównym bohaterem. Londyn w tle prezentowal się znakomicie jako jedyny wywiązując się ze swojej roli. Nad ranem około piatej kiedy kierowcy autobusów jednak zorientowali się, że nasze bilety nie działają zgodznie z założeniem chodzenia na nogach udaliśmy się w stronę Oxford Street. Po drodze idąc przez Trafalgar Square na którym sfotografowaliśmy statek w butece, która miała około 2 m wysokości i pewnie z 4m długości. Przeszliśmy budząca się do życia Oxford Street podziwiając wystawy sklepów, z rzeczami na które nigdy nie będzie nas stać. Oboje czuliśmy się mali wobec ogromu drogich przedmiotów za szkłem wystaw. Ponieważ do otwarcia mojego sklepu, na który T. ma uczulenie było jeszcze około 1,5 h udaliśmy się do Mc. Donalda znów na kawe i śniadanie. Nastepnie zakupy w moim sklepie i zaraz po tym podziwiając wszytkie napotkane po drodze niesamowite samochody, których znaczenie musiał mi T. wyjaśniać udalismy się do dostojnego Harrodsa- spełniającego rolę muzeum zaplanowanego do zwiedzania na ten wyjazd. Przeszliśmy większość pięter podziwając piękno tego sklepu i zastanawiając się nad sensem wydawania niesamowitej ilości pieniędzy za np. widelec. W każdym razie miejsce to wzbudza we mnie zachyt za każdym razem. Po tym punkcie naszej wycieczki około godziny 13:00 byliśmy już wykończeni, z powodu braku snu i ilości kilometrów jakie ciążyły naszym nogom. Pojechaliśmy wiec znów na St. Pancras aby udać się do Luton. Zostawilismy w domu wszytkie zakupy oraz plecaki i udalismy się na mój trzeci królewski posiłek, który idealnie zwieńczył tą pełna atrakcji dobę. Po 24 godzinach bez snu zasnęłam na nastepne 18 godzin.
Była to wyjątkowa wycieczka. Wyjechalismy z Luton o 20:00 i już 25 minut później wysiedliśmy na St. Pancras- stacji, z istniejącym naprawdę peronem 9 3/4. Pierwsze kroki udaliśmy do Mc. Donalda ponieważ każda inna kawiarnia była już zamknięta. Duża gorąca latte miała dać nam siłę na całą długą noc bez snu. Następnie cudem udało nam się dojechać na nieważym bilecie do centrum na London Bridge. Tam zaczęla się nasza wycieczka. Ponieważ już wcześniej za punkt wyjścia wybraliśmy Tower of London udaliśmy się tam aby nasz spacer w rzeczywistości również prowadził z jednego brzegu mapy na drugi. Mapy zapomnieliśmy. I tak też się stalo. Spacerowalismy wzdłuż brzegu Tamizy przez całą noc, podziwiając miasto, które zasypia około 2. w nocy aby znów obudzić się o 4. dla mleczarzy i ludzi zaczynających kolejny dzień. Po drodze zjedliśmy romantyczą kolację we dwoje na drewnianej ławce nad brzegiem przy świetle nadbrzeżnej latarni i sznura żarówek ciągnacych się prezez wiekszość naszej trasy. Wypiliśmy kawe z naszego nowozakupionego na tą okazję termosu. Kolejny przystanek już po drugiej stronie rzeki w miejsu gdzie byliśmy jedyni, a policja patorolawala ten spacerownik co około 50 metrów, albo nas chroniąc albo chroniąc przed nami. Było to naprzeciwko Westmister. Idąc dalej znaleźlismy sobie wymarzone miejsce na posiadanie mieszkania. Piękne i zadziwiające swoją architerkturą, dostojnością wielkością i urodą tego miejsca. Tam właśnie mieszkanie z baklonem niczym Titanic wpływającym nad Tamizę będzie nasze. Zbliżała się 4 rano. Zaraz za przerażającą elektrownią o ogromnych rozmiarach znajdował się park, który tak jak już pisałam kończył naszą mapę Londynu. Zawrócilismy wiec mostem Chelsea, znów kierując się w stornę London Bridge. Zaczynalo światać. Zastanwiałam się ilu ludzi mieszkających w tym mieście wie jakie kolory odbijają się w Tamizie o świcie. Londyn o świcie wygląda wyjątkowo. Delikatna poświata jasności zalewa miasto powoli pozwalając na spokojną pobudkę. Mleczarze od wczesnych godzin rannych jeżdżą swoimi śmiesznymi pojazdami i wygląda to trochę bajkowo. Panuje pewnego rodzaju cisza, do momentu gdy ludzie śpiesznie udający się do pracy nie znaczną opuszczać swoich domów. My byliśmy poza tym wszytkim. Przyglądaliśmy się temu z boku. Londyn cały jest o świcie w kolorach jasnych szarości. Jedynie czerwone autobusy wybijąja się na tym spokojnym tle powoli przemierzając mosty. Cała trasę nagraliśmy w formie, krótkich filmików, w których ja przeważnie jestem nieudanym operatorem kamery a T. niezadowolonym ze swojej roli głównym bohaterem. Londyn w tle prezentowal się znakomicie jako jedyny wywiązując się ze swojej roli. Nad ranem około piatej kiedy kierowcy autobusów jednak zorientowali się, że nasze bilety nie działają zgodznie z założeniem chodzenia na nogach udaliśmy się w stronę Oxford Street. Po drodze idąc przez Trafalgar Square na którym sfotografowaliśmy statek w butece, która miała około 2 m wysokości i pewnie z 4m długości. Przeszliśmy budząca się do życia Oxford Street podziwiając wystawy sklepów, z rzeczami na które nigdy nie będzie nas stać. Oboje czuliśmy się mali wobec ogromu drogich przedmiotów za szkłem wystaw. Ponieważ do otwarcia mojego sklepu, na który T. ma uczulenie było jeszcze około 1,5 h udaliśmy się do Mc. Donalda znów na kawe i śniadanie. Nastepnie zakupy w moim sklepie i zaraz po tym podziwiając wszytkie napotkane po drodze niesamowite samochody, których znaczenie musiał mi T. wyjaśniać udalismy się do dostojnego Harrodsa- spełniającego rolę muzeum zaplanowanego do zwiedzania na ten wyjazd. Przeszliśmy większość pięter podziwając piękno tego sklepu i zastanawiając się nad sensem wydawania niesamowitej ilości pieniędzy za np. widelec. W każdym razie miejsce to wzbudza we mnie zachyt za każdym razem. Po tym punkcie naszej wycieczki około godziny 13:00 byliśmy już wykończeni, z powodu braku snu i ilości kilometrów jakie ciążyły naszym nogom. Pojechaliśmy wiec znów na St. Pancras aby udać się do Luton. Zostawilismy w domu wszytkie zakupy oraz plecaki i udalismy się na mój trzeci królewski posiłek, który idealnie zwieńczył tą pełna atrakcji dobę. Po 24 godzinach bez snu zasnęłam na nastepne 18 godzin.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz