Tam w niebie jest całkiem inaczej. Podziwiałam widoki jakie tworzyły wielkie białe chmury. Ciężko było mi uwierzyć, że coś co na dole zatapia świat w takim ponurym mroku, tam u góry zachwyca swoim jasnym i niesamowitym wyglądem. Pierwszy raz zdarzyło mi się widzieć inny samolot przelatujący gdzieś obok. Przyglądając się tym spiętrzonym chmurom oblanym blaskiem słońca przyszło mi na myśl pewne zdjęcie, obrazek z jednej dość popularnej ostatnio strony. Przedstawiał on coś o czym marzy pewnie nie jedna osoba patrząca przez okno samolotu. W sercu kuła mnie tęsknota. Po wylądowaniu zobaczyłam H. i mamę. Ucieszyłam się z domu. Zarówno z jego materialnego jak i tego całkiem innego znaczenia. Chwilkę później jechałam już na spotkanie. Kolejne spotkanie w małym domku, w którym (w co głęboko wierzę) zwykł bywać Ludwik XVI. Tym razem plus jedna osoba. Domek ten kryje w sobie wspomnienia jeszcze innych spotkań z licealnych czasów. Namiot jest symbolem świata, w którym wszytko wyglądało dla nas inaczej. Tym razem namiot nie rozłożony, z powodu pogody zachęcającej do spania na wieloosobowym łożu. Pożegnałyśmy się przed rozstaniem na większe niż dotąd odległości. Zdjęcie jest ze spotkania w domku, zrobione wczesnym rankiem około miesiąc temu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz